włóknina

Nie będzie dużo hejtu, obiecuję. Postaram się być merytoryczna tak, jak tylko potrafię w sytuacji, gdy zarzucono mi brak kompetencji, ponieważ nie chcę stosować włókniny na rabatach. Powiedziano mi, że w dzisiejszych czasach tak się to własnie robi i wszystkie firmy włókninę stosują. No niesamowite.

Nie wszystkie. I nie mówię tu o sobie. Miałam ogromne szczęście zaczynać moją przygodę z realizacją i pielęgnacją ogrodów w firmie, która jest wierna swoim zasadom prowadzenia ogrodu w sposób możliwie najbardziej ekologiczny. Chwastów się nie pryska, chwasty się plewi (także te w trawniku). Włókniny się nie kładzie, stosuje się rośliny zadarniające. Akceptuje się to, że rośliny potrafią zarówno bujnie rosnąć, ale też miewają słabsze okresy – chorują, rosną słabiej, buntowniczo nie zakwitną, zareagują na ekstremalne warunki pogodowe, albo psi mocz. Bo, do cholery, Ż Y J Ą.

Jestem ogromnie wdzięczna, że po studiach, które w tej materii nie nauczyły mnie niczego, trafiłam do pracy właśnie tam i czas ten ukształtował moje podejście do ogrodów i projektowania. Oczywiście ciągle się uczę, bo w gruncie rzeczy, nadal wiem niewiele, ale to właśnie Ledum nadało mojej nauce kierunek.

No więc jak to jest z tą włókniną?

Wiele „nowoczesnych” firm traktuje włókninę jako lekarstwo na wszystkie możliwe problemy z chwastami. Bo to przecież takie oczywiste, że się położy na rabacie materiał (czasem słyszy się też „folię”, brrrrr), przykryje elegancko korą (albo kamieniem) i chwasty ogląda się tylko za płotem, u mniej „nowoczesnego” sąsiada.

W teorii – tak. A jak to wygląda w praktyce?

1. Czym jest chwast? Chwast to roślina. Taka sama jak roślina ozdobna. Żyje dzięki fotosyntezie, rozrasta się na różne sposoby. Tak samo potrzebuje do życia wody, energii słonecznej i powietrza. Ma swoje preferencje odnośnie stanowiska – chwasty też je, wbrew pozorom, mają. Kto decyduje o tym, co jest chwastem, a co nim nie jest? Człowiek. Wg swojego uznania.

Dziś np. dowiedziałam się, że chwastem jest runianka japońska i nie powinno się jej stosować. Szczęka mi się nadal nie pozbierała z podłogi. Patrzcie jaki chwaścior:

Jeśli włóknina ma utrudniać życie chwastom, utrudni je też roślinom ozdobnym, np ograniczając dostęp powietrza do gleby. Własnoręcznie zrywałam kilkuletnią wilgotną włókninę, pod którą wszystko pleśniało. Ale zdziwieniu, że na roślinach grzyb i zaraza, nie było końca. Noszkurwajegomać, litości.

2. Włóknina ma za zadanie ograniczać rozrost chwastów na rabatach. Chwasty się nie wysiewają, a te, które rozrastają się przez rozłogi – nie mogą się przebić.
Ok, ale po pierwsze – włókninę przykrywamy korą, która, oprócz swoich walorów ozdobnych, ma ważniejsze zadanie – rozkładając się użyźnia ( i lekko zakwasza) glebę.
Po kilku latach dokładania kory, na włókninie utworzy się doskonała jakościowo warstwa gruntu do wzrostu dla wszystkiego – także chwastów. A więc argument z – tak zwanej – dupy.
Dwa – jak już się coś wysieje, albo przebije od spodu, spróbuj to, miłośniku włókniny, usunąć. Serio – powodzenia. Gdyby materiału nie było, sprawa jest prosta – podważamy i usuwamy, a tak trzeba wyciąć chwast razem z materiałem.

3. Podczas prac pielęgnacyjnych, spulchniamy nieco grunt, ponieważ spulchniony lepiej przyjmuje wodę, jest w nim też przestrzeń dla powietrza.
Jak spulchnicie glebę pokrytą włókniną? Serio, piszcie w komentarzach – najlepsze pomysły nagrodzę.
Druga kwestia. Gdy na rabatach jest kora – podczas spulchniania – pomagamy jej się mieszać z gruntem, przyspieszamy zatem rozkład do próchnicy. Rośliny to bardzo lubią i chętnie się odwdzięczają. No chyba, że korę oddziela od gruntu włóknina.

4. Jeśli chcemy ogród o charakterze wiejskim lub sielskim, to stosujemy w nim rośliny zadarniające i takie, które, rozsiewając się gęsto kryją glebę. Takie rośliny nie urosną na rabacie przykrytej włókniną. To raz.
Dwa – po kilku sezonach radosnego zadarniania mamy tak gęsto pokryte rabaty, że chwasty nawet nie chcą tam rosnąć – double win! A co wg mnie znaczy ogród sielski?

To:

Piękne, prawda? To uwaga – na włókninie o takim efekcie możecie zapomnieć.

Ok, to skoro włóknina jest taka beznadziejna, to dlaczego tak wiele nowoczesnych firm ją stosuje?

Po pierwsze – nie jest beznadziejna. Nadaje się np pod tarasy i nawierzchnie utwardzone –  żeby nic nie przerastało, ale jednocześnie nie blokuje wchłaniania wody opadowej w grunt.
Ostatecznie nadaje się też w miejsca, gdzie udział roślin jest znikomy (i są to krzewy bądź drzewa), a do tego rabata wykończona jest żwirem bądź kamieniem ozdobnym. Koncepcja ta jest od lat modna i uważana za nowoczesną. Co kto lubi i co się komu podoba, ja zdecydowanie wolę inne klimaty, ale nie o tym teraz.
Przy odpowiednim doborze roślin, takie użycie włókniny się broni.

Dlaczego zatem firmy ogrodnicze tak chętnie stosują ją wszędzie? Bo jest kolejną, i to bardzo miłą dla kieszeni, pozycją w wycenie. Po prostu. Chyba, że są inne powody, których ja, szczerze mówiąc, nie dostrzegam. Jeśli się mylę, proszę, piszcie w komentarzach, może się czegoś nauczę (piszę to bez cienia złośliwości, człowiek uczy się przez całe życie, więc może, akurat?)

Zawsze uczciwie uprzedzam klientów, że jestem przeciwna stosowania włókniny w ogrodzie. Robię to już na etapie projektu, gdy planuję roślinność zadarniającą. Zawsze wymieniam te wszystkie merytoryczne powody, którymi podzieliłam się z Wami wyżej. Ale jest jeszcze jedna, bardzo subiektywna i osobista przyczyna, dla której nie akceptuję włókniny w ogrodzie – bo mi to trąci jakąś hipokryzją. Jeśli chcę mieć kawałek zielonego świata, mój prywatny naturalny azyl, namiastkę łąki, babcinego wiejskiego ogródka, pachnącego sadu, ogrodu Zosi z Pana Tadeusza… to ta sztuczna szmata pasuje mi do tej koncepcji jak kwiatek do kożucha – po prostu.

Pozdro600 i miłego piątunia!
kaspi_podpis

PS. I co, chyba udało mi się nie przesadzić z hejtem?:)

  • Katarzyna Spera

    Ale hejt 😉 ale fakt włoknina zakładana pod korę teoretycznie nie ma sensu, niestety znaczna większość osób chce mieć „bezobsługowy” ogród, myślę że to też jest powód dla którego wiele firm stosuje agrowłókninę, klienci nie chcą plewić i nie chcą też płacić firmie która zrobi to za nich. Osobiście nie mam nic do stosowania agrowlokniny pod drzewa i krzewy, ale sprzeciwiam się stosowaniu jej w przypadku bylin, bo zwyczajnie nie mogą się bidulki rozrastac. Pamiętajmy też że są różne grubości włókniny, nie trzeba zakładać agromaty na sto kolejnych lat, wystarczy ta najcieńsza która przez kilka sezonów ograniczy przerost chwastów zanim roślinki się rozrosną. Jedyne pytanie które pozostaje dla mnie wciąż bez odpowiedzi to czy faktycznie włoknina ma negatywny wpływ na jakość życia roślin, póki co niezauwazylam różnicy. Buzia

    • http://www.chaszczowisko.utforma.pl Kaspi Czyczerska/Chaszczowisko

      Nie no w ogóle nie hejt, przecież:) Merytorycznie było:)
      Osobiście, nienawidzę określenia „ogród bezobsługowy”. Wiem, że klienci takiego ogrodu chcą, ale uważam, że do nas należy tłumaczenie im, że coś takiego nie istnieje. Coś, co żyje, szczególnie, gdy jest młode i nieodporne, musi wymagać nakładów pracy. Zresztą, oprócz plewienia jest jeszcze: trawnik, cięcia pielęgnacyjne i formujące, przycinanie kwiatostanów, spulchnianie gleby (jeśli jest jak;) ) + prace sezonowe (wertykulacja, okrywanie roślin na zimę itp.) i jeszcze szereg innych czynności. Jeśli komuś się nie chce plewić, wątpię, aby zajął się powyższym, więc i tak się skończy wynajęciem firmy, albo zaniedbanym ogrodem i żalem, że się wywaliło kupę kasy, a efekt mizerny, bo „nie rośnie”, albo „nie kwitnie”. I, żeby nie było, osobiście nienawidzę plewienia, ale nie lubię też odkurzać, więc dopóki nie będzie mnie stać, żeby komuś za to zapłacić, mam dwa wyjścia – robić to sama, albo zarastać kurzem. Wybór jest raczej oczywisty:)
      Ogrodem, w moim odczuciu, najbliżej bezobsługowego jest ogród co najmniej kilkuletni, w którym najniższe piętro zdążyło się rozrosnąć i szczelnie pokrywa glebę. Jeśli pojawią się tam chwasty, to w ilości znikomej, a poza tym, ogród swobodny, z natury nieco dziki, znacznie lepiej znosi niedostatki pielęgnacji, bo ich po prostu tak nie widać.
      No cóż, nie da się ukryć, że jestem jakoś uprzedzona do włókniny. Tzn rozumiem, że chcemy sobie wszyscy ułatwić życie, ale rozłożenie sztucznego materiału w miejscu, które powinno być z zasady naturalne mi tak strasznie nie pasuje do koncepcji, że aż mnie skręca:) Trzeba zacząć szukać alternatywnych rozwiązań i będzie git!:) Buziaków mooooc!:)
      PS. Szukasz złotego pociagu?:)
      PS2. Kiedy kawa?????:D

      • Katarzyna Spera

        Kurde gdyby to wszystko było takie proste ale ludzie świadomi integracji z naturą to ta praca byłaby dużo przyjemniejsza :)
        P.S. Sama już nie wiem co myśleć o tym pociągu, a szukać nie ma jak bo miejsce ukrycia pociągu okupują codziennie rodziny z dziećmi. SERIO to takie nasze nowe wałbrzyskie wesołe miasteczko :)
        P.S. Nie wiem kiedy kawa :( mam nadzieję że niebawem

        • http://www.chaszczowisko.utforma.pl Kaspi Czyczerska/Chaszczowisko

          Wiem, że nie jest proste, stąd moje nerwy:D
          Matkobokokochano, serio?:) Haha! Ale przynajmniej jest teraz co robić w Wałbrzychu:))

  • Jakub Gardner

    bosh, od dawna zbieram się, żeby u siebie napisać coś takiego.. no i tak pewnie napiszę, bo ludzi trzeba uświadamiać na wszelkich możliwych platformach. 100% zgody i poparcia. ale powiem Ci, że sam, ponieważ przez wiele lat byłem wykonawcą, stosowałem włókninę namiętnie. dlaczego? bo w dokumentacji projektowej tak pisało. dopiero wraz z własną praktyką projektową przyszła refleksja i ukierunkowanie… które zresztą na 100% siadło po wyjazdach na Wyspy i rozmowach z tamtymi ogrodnikami. oni stosuja włókninę. namietnie. gdzie? w szkółkarstwie.nie w ogrodach. na stołach do uprawy czy prezentacji bylin. i innych powierzchniach gdzie stoja doniczki. w ogrodzie nie uświadczysz. osobiście rozgrzebałem paluchem kilkadziesiąt ściółek, żeby dobić się do gruntu pod spodem… znalazłem włókninię w jednym przypadku, pod żwirkiem.. gdzie? pod tesco 😀

    pzodrawiam,

    Jakub